niedziela, 19 kwietnia 2009

Maison Martin Margiela&John Galliano

W 1996 roku Maison Martin Margiela (fot.) pokazał kolekcję mę­ską, której górne części garderoby prezen­towane były za pomocą gazet trzy­manych przez modeli. Nadrukowane na papier projekty w rozmiarze 1:1 łudziły oko swoją realnością. Obraz nieurzeczywistnionej części garderoby zaprzecza jej pierwotnemu użyciu, zaprze­cza w ogóle użyciu w znany nam sposób.

Podobny pomysł został zrealizowany kilka lat wcześniej przez innego projek­tanta Johna Galliano (fot.). Całość kolekcji została wycięta z kartonu. Umowne stroje przypominały ubranka papierowych lalek. Podzielone i ponumero­wane odsyłały do znanych z dzieciństwa kolorowanek. Kolekcja w łatwy sposób może zostać odczytana jako komentarz do roli modelki. Suge­stia, aż nazbyt czytelna – modelka jest w pew­nym sensie lalką, którą projektanci ba­wią się jak dzieci przebierając ją w co­raz to nowe stroje.

W obu przykładach prezentuje się ubiór-obraz, który został przedstawiony w pierwszym przypadku jako fotografia, w drugim jako szablon. Brakuje tutaj ubioru realnego. Pokusa utożsamienia ubioru-obrazu z nieistniejącym ubiorem rzeczywistym jest duża. Nie jest jednak moż­liwa, ponieważ „widzenie ubioru real­nego, nawet w sprzyjających warunkach prezentacji, nie może wyczerpać jego real­ności”[1]. Ubiór realny tworzy odrębną strukturę różniącą się od struktury ubioru-obrazu, którego materiałami są formy, linie, kolory i układ przestrzenny. Mówiąc o ubiorze realnym musimy wziąć pod uwagę, że „postrzega się zawsze ja­kąś jego część, osobiste i uwarunkowane okolicznościami użycie, szczególny spo­sób noszenia (…)”[2]. Wykluczenie przez projektanta struktury ubioru rzeczywistego pozbawia go sensu prezentacji na poka­zie mody w tradycyjnym rozumie­niu. Czegoż innego oczekuje widz jeśli nie rzeczy w samej sobie, noszo­nej w taki a nie inny sposób? Martin Margiela, a po­tem John Galliano ryzykownym gestem wykluczenia części realnego ubioru wszczynają dyskurs na temat sensowno­ści mody i miejsca jej prezentowania. Wy­mierza się w ten sposób „pstryczka w nos” widowni. Należy jednak zauwa­żyć z jaką widownią mamy do czynienia. Jest ona w pełni świa­doma sztuczek stosowanych przez projek­tantów i ironii wobec mody. Idąc za J. L. Scheferem mo­żemy powiedzieć, że współczesny widz pokazu to podmiotmutant – „pro­dukt historycznego rozwoju” – aktywny partner, który dysponuje właściwymi kompeten­cjami. Dzięki temu propozycje do niego adresowane mogą zostać odczy­tane i zrozumiane[3].

[1] R. Barthes, System mody, Kraków 2005.
[2] Ibidem.
[3] A. Helman, Widz kinowy – istota nieznana, [w:] Film i audiowizualność w kulturze. Zagadnienia i wybór tekstów, red. J. Bocheńska, I, Kurz, S. Kuśmierczyk, Warszawa 2002.



Maison Martin Margiela, 2008-2009


John Gallino, 2000-2001

1 komentarz:

  1. Hi, it's a very great blog.
    I could tell how much efforts you've taken on it.
    Keep doing!

    OdpowiedzUsuń