niedziela, 29 marca 2009

Moda w Przekroju

Niedawno do księgarń trafiła książka Justyny Jaworskiej Cywilizacja „Przekroju”. Misja obyczajowa w magazynie ilustrowanym. Obok tematów takich jak alkohol, kuchnia, rozmaitości znalazło się również miejsce na modę. Dział mody w słynnym tygodniku wymyśliła i prowadziła Janina Ipohorska. Potem dział mody współprowadziła, a następnie przejęła Barbara Hoff.

„Przekrój” pragnął wychwytywać i pokazywać zachodnie trendy, ale zdawał sobie doskonale sprawę z niemożności przeszczepienia tych tendencji na grunt polski. Praktyczne przepisy „zrób to sama” często pojawiały się na jego stronach. Najlepiej znanym przykładem jest pomysł Barbary Hoff na tak zwane „trumniaki” czyli polskie balerinki. Czytelniczka miała kupić dostępne w Polsce trampki, wyciąć z nich dziurki na sznurówki i zafarbować na kolor czarny. Moda w tym ujęciu jest traktowana jak zjawisko odbijające przemiany społeczne i kulturowe.

W książce Jaworskiej można znaleźć dużą liczbę ponadczasowych mott z czasopisma jak na przykład: „Kobieta jest jak gazeta – żeby żyć musi wychodzić” czy „Nie suknia zdobi człowieka, lecz piękna wieczorowa toaleta”.

czwartek, 26 marca 2009

Za wysokie obcasy?

Spodziewany wielki powrót koronki, o którym ostatnio pisałam (2008: The Lace Odyssey) nie do końca się jednak sprawdził. W kolekcji wiosna/lato 2009 Miuccia Prada znalazła nowe inspiracje. Użyte przez nią połyskujące materiały zostały „pogniecione”. Dzięki temu fantastycznie odbijały światło zyskując w ten sposób efekt „łuskowatości”. Po obejrzeniu pokazu trudno powiedzieć, że modelki czuły się jak ryby w wodzie (zobacz film z pokazu). Niewiarygodnie wysokie obcasy (znane już z wcześniejszych kolekcji) zbliżyły się do ekstremum uniemożliwiając tym samym normalne chodzenie po wybiegu. Mimo że buty wyposażone były w małe skarpetki, które miały utrzymać nogę w bucie modelki obawiały się upadku. „Strach w oczach modelek sprawiał, że trudno było się skoncentrować na samych ubraniach” – komentowała po pokazie dziennikarka The Daily Telegraph Hilary Alexander. Modelki chwiały się zerkając co chwila pod nogi. Nie obyło się bez upadków… Być może Miuccia uwzględni potrzeby klientek i do sklepów trafią buty wyposażone w nieco niższe obcasy?

poniedziałek, 23 marca 2009

Wracając do koronki…

„Kantlijnen. The Face of Lace” to tytuł wystawy, która odbyła się w Brugii (11.11.2008 – 01.03.2009). Kuratorzy wystawy Hanneke Kamphuis i Hedwig van Onna zestawili ze sobą prace, które można skojarzyć z koronką. Dzięki bardzo szerokiej definicji – „Dużo dziur otoczonych materiałem” – wystawa okazała się bardzo świeża. Niezawężanie tematu pozwoliło na pokazanie prac z różnych obszarów sztuki. I w ten sposób na wystawie znalazły się projekty wykorzystujące tkaninę, metal, plastik, ale również światło i dźwięk. Najciekawsze, bo nieoczywiste, były instalacje umieszczone w pięknych zabytkowych budynkach rozsianych po całym mieście. Dobrym przykładem może być praca duetu Adolf Nottrot & Tamar Frank zaprezentowana w przyszpitalnym muzeum (Memling in Sint-Jan - Hospital Museum) – jednym z najstarszych zachowanych budynków szpitalnych na świecie (XII wiek). Wystarczy chwila nieuwagi, a z łatwością można pominąć instalację, która staje się widoczna przy odpowiednim oświetleniu zupełnie ciemnego z pozoru pomieszczenia (przed wejściem zwiedzający dostają latarki). Natężenie i kolor światła stopniowo, bardzo powoli zmieniają się zwracając tym samym uwagę na ciekawe sploty rozciągniętych w przestrzeni „nici” (fot.). Trudno opisać wrażenia jakie budzi ten projekt, tym bardziej, że towarzyszy mu również dźwięk.

Projektanci ingerując w przestrzeń miasta pokazali jak za pomocą łatwych środków upiększyć ogrodzenie (fot.), pasy dla pieszych czy nawet trawnik. Zaskakująco proste pomysły nadały nowy charakter nieciekawym dotąd miejscom. Możliwość znalezienia rozsianych po całym mieście projektów zachęcała do szukania… Na wystawie zaprezentowano też przedmioty o charakterze użytkowym. Wśród nich znalazły się lampy (fot.), dywany, krzesła i jak można się było spodziewać ubrania.






sobota, 21 marca 2009

2008: The Lace Odyssey

Projektanci sięgają w przeszłość i aktualizują zdawałoby się przestarzałe pomysły. Nadawanie nowych znaczeń znanym rozwiązaniom sprawia, że mamy wrażenie zataczania kręgu w modzie (i nie tylko). Ciągły ruch wstecz nie ma końca! Klasyczne kroje i materiały tylko czekają na ich ponowne odkrycie.

Koronka używana jest od dawna. Przez stulecia stosowana do celów dekoracyjnych, w dwudziestym wieku noszona była raczej pod spodem ubrania. Kojarzona jest obecnie z kobiecością, mimo że wcześniej noszona była również przez mężczyzn.

Prawdziwy powrót koronki to kolekcja Miucci Prady na jesień/zimę 2008. Projektantka skupiła się nie na detalu, ale na efekcie jaki może dać projekt w całości uszyty z koronki. Proste kroje sukienek doskonale zrównoważyły dekoracyjność użytego materiału. To co dotąd było skrywane jako część bielizny zostało wyrzucone na zewnątrz. Koronka przykrywała tylko z pozoru nagie ciało. Formę bielizny przyjęło na siebie cieliste body. Ciekawa gra słów pomiędzy znaczeniem angielskiego body jako ciałem i body jako częścią garderoby, którą określa się w ten sam sposób odsyła do pomysłu Martina Margieli. Cieliste body, które ma być noszone jako „druga skóra” jest przykładem jego projektów realizowanych pod nazwą trompe-l’oeil. Kołnierzyki wychodzące spod sukienek u Prady są tym samym co wypchane ramiona u Martina Margieli. Ta niejednoznaczność pomiędzy ciałem nagim a ubranym jest ściśle związana z seksualnością i tożsamością. Części garderoby umieszczone pod „właściwym” projektem jedynie imitują ciało zwracając tym samym uwagę na własną obcość. Ciało ma charakter protezy. Nie jest nam naturalnie dane, ale stwarzane, konstruowane. Nie istnieje jako coś obiektywnego, ale jako kategoria kultury.


Prada, 2008


Maison Martin Margiela, 2009

środa, 4 marca 2009

Papierowa moda

Papier jako tkanina? Brzmi niedorzecznie - materiał delikatny i nietrwały, wręcz efemeryczny. Jak głosiła jedna z reklam „Nowość dla modnych i niecierpliwych. Zabawna moda na szybką zmianę garderoby”. Wystawa RRRIPP!! FASHION PAPER zorganizowana została przez organizację ATOPOS zajmującą się promowaniem ciekawych zjawisk z zakresu sztuki, mody i wzornictwa. Pierwsza wystawa odbyła się w Benaki Muzeum w Atenach w dniach 01.03. - 15.04. 2007, kolejna miała miejsce w Mudam Muzeum w Luksemburgu (11.10. 2008 - 02.02. 2009). Wystawę można obecnie oglądać w Muzeum MoMu w Antwerpii (05.03. - 16.08.2009), a od października tego roku (do stycznia 2010) w Design Museum w Londynie.

wystawa w MUDAM Musée d'Art Moderne Grand-Duc Jean, Luxemburg

Papier używany był z powodzeniem do tworzenia ubrań i dodatków w różnych kulturach zarówno dawniej jak i współcześnie. Już w X w. w Japonii znana była technika kamiko. Mocny, twardy papier poddawany był obróbce (która polegała na przemiennym „gnieceniu” i „prostowaniu”) oraz impregnowany. Kamikos, tworzone i noszone przez buddyjskich mnichów, były stosunkowo wytrzymałe i nieprzemakalne.

W Europie i Ameryce pod koniec XIX wieku zaczęły pojawiać się papierowe dodatki do ubrań, takie jak kołnierzyki czy mankiety do koszul. Niska cena papierowych elementów garderoby była dużą zaletą. Ich użyteczność została wykorzystana w czasach I wojny światowej. W oficjalnym dekrecie rząd niemiecki wydał polecenie chowania zmarłych w papierowych ubraniach, aby nie tracić w ten sposób potrzebnych materiałów. Do lat 60. XX wieku biedniejsze warstwy społeczeństwa również wykorzystywały papierowe ubrania do chowania swoich najbliższych. Ubiory pogrzebowe, które znajdują się w zbiorach Heimatmuseum (Hohenwestedt, Niemcy) imponują pieczołowitymi dekoracjami oraz imitacjami drogich materiałów.



Michael Cepress, kołnierzyki dla nowoczesnego mężczyzny, 2006

Papierowe sukienki prawdziwą popularność zdobyły w 1966 roku, kiedy to firma Scott Paper Company (specjalizująca się w produkcji wyrobów higienicznych) wprowadziła je na amerykański rynek. Sukienki produkowane były w jednym kroju, z dwoma rodzajami nadruków do wyboru i w czterech rozmiarach. Papierowa sukienka kosztowała jednego dolara. Klientka musiała do tej kwoty dołączyć znaczek za 25 centów i wycięty kupon z jednego z produktów. Trzeba zauważyć, że papierowa sukienka nie była szyta ze zwykłego papieru. Materiałem była celuloza wzmocniona wiskozą (potem była to celuloza z bawełną). Produkcja sukienki była łatwa i szybka, a sam materiał trwalszy i bardziej odporny niż zwykły papier. „Papierowa” sukienka i jej twórca odnieśli ogromny sukces. Stany Zjednoczone i nie tylko zapełniły się butikami z papierową odzieżą. Już w 1967 roku Andy Warhol promował nowy pomysł: „paint-your-own-dress”. Na jednym z pokazów Nico, wokalistka zespołu Velvet Revolver, leżąc na stole w białej papierowej sukience stanowiła „płótno”, na które Warhol nanosił swe malarskie pomysły. W ten sposób w sprzedaży znalazła się sukienka wraz z farbkami, dzięki którym każdy mógł stać się artystą i stworzyć własny deseń. Ten prosty pomysł zmienił pozycję konsumenta w czynnego współtwórcę produktu. W tym samym czasie powstawały „Poster Dresses” artysty grafika Harry’ego Gordona. Na zaprojektowanych przez niego sukienkach drukowane były ogromne powiększenia zdjęć. Do wyboru była sukienka z okiem, kotem lub różą. Nadruk na sukience bywał również manifestem jak ta z dłonią Allena Ginsberga ułożoną w buddyjski gest pokoju, na której widniał fragment jego utworu.


The Souper Dress, USA 1968


okładka magazynu Wich?, sierpień 1967

Prasa popularna w tych czasach często ostrzegała o ryzyku noszenia papierowej garderoby. Potencjalne ryzyko rosło na licznych przyjęciach, gdzie paliło się papierosy, a także popularną wtedy marihuanę. Obawy doprowadziły do sporządzenia specjalnego raportu przez Federal Trade Commission, który mówił o tym, że papierowa odzież spełnia standardy Flammable Fabrics Act. Ubrania pokrywano warstwą materiału niepalnego. Było to jedną z przyczyn, dla których nie można było ich prać. W 1968 roku papierowe sukienki były już passé.

Obecnie papier rzadko używany jest jako materiał krawiecki. Jego właściwości użytkowe nie budzą już tak dużego zainteresowania wśród projektantów. Jednak dzięki rozwojowi przemysłu chemicznego projektanci coraz częściej sięgają po materiały przypominające papier. Przykładem może być materiał tyvek opatentowany przez firmę Dupont. Początkowo wykorzystywany do tworzenia kostiumów teatralnych, obecnie bardzo często stosowany przez projektantów mody (np. Martina Margielę czy Waltera Van Beirendoncka). Użyty również w polskim projekcie UEG („Usa E Getta” czyli „zużyj i wyrzuć”) autorstwa Ani Kuczyńskiej i Michała Łojewskiego. Najbardziej inspirujący dla projektantów mody jest delikatny, a zarazem minimalistyczny charakter papieru. Za przykład mogą posłużyć liczne projekty nawiązujące stylistyką do sztuki orgiami – o ostrych kątach, często bardzo skomplikowane jak te Sandry Backlund. Innym sposobem drapowania tkaniny jest ta przywodząca na myśl pogniecioną kartkę papieru w projektach Junya Watanabe, a także Helmuta Langa. Czy wreszcie „wycinanki” Rei Kawakubo, które z powodzeniem zastępują koronkę. Wszystkie te wydawałoby się nowoczesne rozwiązania odsyłają nas z powrotem do Japonii. Gdyż to właśnie tam należy szukać korzeni papierowej mody. Współcześnie przy tak szybkiej zmianie trendów z sezonu na sezon moda staje się medium chwilowym czy wręcz ulotnym. Być może idealnie realizującym te założenia materiałem jest papier – równie kruchy i jednorazowy…


Sandra Backlund


Sandra Backlund


John Galliano dla domu Christian Dior
Houte Couture 2000