wtorek, 28 kwietnia 2009

Dyplomy 2008

ASP Rocznik 2008 to wystawa, która odbyła się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi w dniach 30.01-29.03.09. Zostały na niej zaprezentowane między innymi prace dyplomowe studentów Wydziału Tkaniny i Ubioru łódzkiej ASP. Wystawa odbywa się regularnie co roku, dzięki niej możemy zobaczyć i ocenić dokonania absolwentów. Niestety forma prezentacji projektów rozczarowuje. Zostały one nałożone na sklepowe manekiny i rozstawione w przestrzeni muzeum. Po obejrzeniu wystawy zaczęłam się zastanawiać czy studenci uczeni są jedynie tego jak zaprojektować i uszyć ubranie? Pominięta wydaje się kwestia jak ciekawie zaprezentować projekty szerszej widowni.

Chciałabym zwrócić uwagę na prace dwóch absolwentek. Jedną z nich jest kolekcja Jagody Piekarskiej, inspirowana architekturą Santiago Calatravy. Zamieszczam dwa zdjęcia – jedno pochodzi z wystawy, a drugie ze strony projektantki. Na tym przykładzie wyraźnie widać jak duże znaczenie ma sposób prezentowania mody. Bardziej rozbudowany projekt pokazała Katarzyna Pokszan. Jej celem było „stworzenie spójnej koncepcji nowej, niezależnej marki, wraz z oprawą graficzną (…) oraz określoną strategią marketingową”[1].

[1] 2+3D. Grafika plus produkt. Ogólnopolski Kwartalnik Projektowy, nr 30, 1/2009, s. 33.


Jagoda Piekarska
fot. Łukasz Ziętek


Katarzyna Pokszan
fot.
Anna Mizgajska

Zdjęcia projektów pochodzą ze stron projektantek

środa, 22 kwietnia 2009

Spotkanie Nie-Exklusivne

W poniedziałek 20 kwietnia w Teatrze Dramatycznym w Warszawie odbyło się kolejne Spotkanie Nie-Exklusivne organizowane przez czasopismo Exklusiv pt. Moda zainstalowana. Miało ono dotyczyć związków mody i sztuki - zjawiska znanego, ale i nieznanego. Grono zaproszonych gości dawało nadzieję na ciekawą dyskusję. Zaczęło się zgrabnie od zasadnych pytań dlaczego takie związki zaistniały i jak się kształtowały. Szybko dobiegliśmy do współczesności i okazało się, że polskie galerie sztuki nie chcą wystawiać mody w swych szacownych przestrzeniach. Okazało się, że całkiem niedawno Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie miało okazję pokazać ciekawą wystawę The House of Victor&Rolf, którą wcześniej można było zobaczyć w Barbican Art Gallery w Londynie. Jak zasugerował pracownik CSW nie kwestie finansowe były przeszkodą, ale niechętna postawa dyrekcji. Opory z przyznaniem modzie statusu sztuki są, jak widać, ciągle bardzo duże.

Moda i sztuka szybko przeszły na drugi plan spotkania, a na pierwszy wysunęło się powszechne narzekanie na brak pieniędzy w polskim "systemie mody". Nie mają ich uzdolnieni projektanci aby tworzyć i promować swoje kolekcje, nie mają ich Polacy aby kupować projekty polskich twórców (a ci co mają wybierają światowe marki), nie mają ich także lajfstajlowe czasopisma, które mogłyby pokazywać ambitną modę w ambitnych sesjach zdjęciowych, ale na polskim rynku padają jak muchy. Nie ma oczywiście instytucji, które przygarnęłyby tych wszystkich ludzi i pomogły zjednoczyć siły w walce o klientów.

W efekcie spotkanie, które miało być poświęcone dyskusji o modzie i sztuce - a jak wiemy w Polsce jest to temat rzadko poruszany - stało się jedynie okazją do wyładowania frustracji. Najważniejsze i najbardziej ciekawe pytania zostały pominięte lub w ogóle nie padły. Konkluzji wciąż brak.

niedziela, 19 kwietnia 2009

Maison Martin Margiela&John Galliano

W 1996 roku Maison Martin Margiela (fot.) pokazał kolekcję mę­ską, której górne części garderoby prezen­towane były za pomocą gazet trzy­manych przez modeli. Nadrukowane na papier projekty w rozmiarze 1:1 łudziły oko swoją realnością. Obraz nieurzeczywistnionej części garderoby zaprzecza jej pierwotnemu użyciu, zaprze­cza w ogóle użyciu w znany nam sposób.

Podobny pomysł został zrealizowany kilka lat wcześniej przez innego projek­tanta Johna Galliano (fot.). Całość kolekcji została wycięta z kartonu. Umowne stroje przypominały ubranka papierowych lalek. Podzielone i ponumero­wane odsyłały do znanych z dzieciństwa kolorowanek. Kolekcja w łatwy sposób może zostać odczytana jako komentarz do roli modelki. Suge­stia, aż nazbyt czytelna – modelka jest w pew­nym sensie lalką, którą projektanci ba­wią się jak dzieci przebierając ją w co­raz to nowe stroje.

W obu przykładach prezentuje się ubiór-obraz, który został przedstawiony w pierwszym przypadku jako fotografia, w drugim jako szablon. Brakuje tutaj ubioru realnego. Pokusa utożsamienia ubioru-obrazu z nieistniejącym ubiorem rzeczywistym jest duża. Nie jest jednak moż­liwa, ponieważ „widzenie ubioru real­nego, nawet w sprzyjających warunkach prezentacji, nie może wyczerpać jego real­ności”[1]. Ubiór realny tworzy odrębną strukturę różniącą się od struktury ubioru-obrazu, którego materiałami są formy, linie, kolory i układ przestrzenny. Mówiąc o ubiorze realnym musimy wziąć pod uwagę, że „postrzega się zawsze ja­kąś jego część, osobiste i uwarunkowane okolicznościami użycie, szczególny spo­sób noszenia (…)”[2]. Wykluczenie przez projektanta struktury ubioru rzeczywistego pozbawia go sensu prezentacji na poka­zie mody w tradycyjnym rozumie­niu. Czegoż innego oczekuje widz jeśli nie rzeczy w samej sobie, noszo­nej w taki a nie inny sposób? Martin Margiela, a po­tem John Galliano ryzykownym gestem wykluczenia części realnego ubioru wszczynają dyskurs na temat sensowno­ści mody i miejsca jej prezentowania. Wy­mierza się w ten sposób „pstryczka w nos” widowni. Należy jednak zauwa­żyć z jaką widownią mamy do czynienia. Jest ona w pełni świa­doma sztuczek stosowanych przez projek­tantów i ironii wobec mody. Idąc za J. L. Scheferem mo­żemy powiedzieć, że współczesny widz pokazu to podmiotmutant – „pro­dukt historycznego rozwoju” – aktywny partner, który dysponuje właściwymi kompeten­cjami. Dzięki temu propozycje do niego adresowane mogą zostać odczy­tane i zrozumiane[3].

[1] R. Barthes, System mody, Kraków 2005.
[2] Ibidem.
[3] A. Helman, Widz kinowy – istota nieznana, [w:] Film i audiowizualność w kulturze. Zagadnienia i wybór tekstów, red. J. Bocheńska, I, Kurz, S. Kuśmierczyk, Warszawa 2002.



Maison Martin Margiela, 2008-2009


John Gallino, 2000-2001

środa, 15 kwietnia 2009

Alexander McQueen

Nowe techniki obrazowania wkraczają w świat pokazów mody. Victor&Rolf, o których już pisałam, używają bluescreenu, z kolei Aleksander McQueen w finale pokazu WIDOWS OF CULLODEN z 2006 r.(fot.) użył technologii hologramu. Projektant umieścił holograf w centrum sceny. W czasie pokazu modelki poruszają się wo­kół niego – zwiastując użycie dziwnej konstrukcji. Po zniknięciu ostatniej z nich światła gasną i rozpoczyna się projek­cja. Przed oczami widowni stop­niowo z przestrzeni wyłania się postać. Sukienka, którą ma na sobie porusza się pod wpływem niewyczuwalnego wiatru. Obraz kobiety jest reprezentacją real­nego obiektu. Z drugiej jednak strony ten trójwymiarowy obraz powstały poprzez użycie hologramu nie daje w istocie w pełni trójwymiarowej informacji o obiek­cie, a jedynie „efekt 3D”. W ten sposób powstaje pewna ułuda rzeczywistości. Obiekt wizualny projektowany w czasie pokazu realnie nie istnieje, a nawet jeśli istnieje to przed widownią tworzony jest jego niematerialny obraz. Przychodzi z nikąd i równie szybko znika nie pozosta­wiając śladu swego istnienia. Nie służy do kupie­nia i założenia. Jest powta­rzalny dzięki możliwości jego odtworzenia, ale równocześnie efemeryczny, chwilowy.


Alexander McQueen, 2006

piątek, 10 kwietnia 2009

Victor&Rolf

Podążając za wątkiem wykorzystania różnych technik wizualnych w pokazach mody nie można pominąć kolekcji Victora Horstinga i Rolfa Snoerena LONG LIVE THE IMMATERIAL z 2002 r. (fot.), w której projek­tanci wykorzystali technologię bluescre­enu. Polega ona na zmianie tła o jednolitym kolorze na dowolny obraz. Najczęściej stosowanymi kolorami są nie­bieski i zie­lony, ponieważ są one uwa­żane za naj­mniej podobne do koloru skóry. Poka­zowi przyświeca idea Yves’a Kleina „by wyjść poza produkt, by stwo­rzyć coś niema­terialnego”. Wywodzi się ona z ma­larskich koncepcji nicości i pustki błę­kitu, którą zafascynowany był artysta. Victor&Rolf wykorzystali tę koncepcję koloru i użyli w całej swojej kolekcji pig­mentu IKB – International Klein Blue. Udało im się tym samym połą­czyć znacze­nie koloru z jego zastoso­waniem w technice bluescreenu. Tak więc cała kolek­cja uszyta została w kolorze niebie­skim. Części garderoby poprzez odpowied­nią obróbkę obrazu otrzymują alternatywne tło. Projekto­wane na gigan­tyczny ekran umieszczony za wybie­giem zaczynają żyć obrazami „natu­ralnego” i „miejskiego” świata. W efekcie modelki noszą na sobie już to ob­razy metropolii a zaraz przyrody – gór, chmur, raf koralowych. Detale ubrań na­wiązują do militarnego munduru co w połączeniu z tętniącymi życiem obra­zami na ubraniach odsyła do sztuki kamu­flażu – cyfrowe ubranie albo ekran z mate­riału. Pokaz można interpretować jako zjawisko mówiące o chwilowej i prze­lotnej naturze mody w ogóle. W nawią­zaniu do twórczości Yves’a Kleina można powiedzieć, że projektanci starali się zakryć pustkę, którą odkrywa niebie­ski kolor. Tak jak Klein przez całe życie usiłował „zapełnić [pustkę] intensyw­nymi działaniami, czasami na polach da­leko odbiegających od tradycyj­nie rozumia­nej sztuki”[1] tak Victor&Rolf uczy­nili to za pomocą swoistego horror vacui. Ich działanie polega na „zdolności wyobraźni do przekroczenia materialno­ści”[2].

[1] W. Włodarczyk, Pod znakiem abstrakcji. Sztuka lat czterdziestych i pięćdziesiątych, [w:] Sztuka Świata, red. W. Włodarczyk, Warszawa 1996.
[2] C. Evans, S. Frankel, The House of Victor&Rolf, Londyn 2008.


Victor&Rolf, 2002

środa, 8 kwietnia 2009

Hussein Chalayan

We wszystkich swych kolekcjach tworzy przestrzenne projekty ubrań, z których tylko część nadaje się do noszenia. Wykorzystywane przez niego techniki wizualne mieszają się ze sobą i wchodzą w interakcje. Jak pisze Konrad Chmielecki: „obecnie media (…) są forma­cjami wewnętrznie niejednoli­tymi, łączącymi kilka typów przedsta­wień obra­zowych, które wchodzą w rela­cje in­termedialne między sobą”[1]. Sposób przed­stawienia zaczyna coraz bardziej odrywać się od tradycyjnie pojmowanego pokazu mody. Zamiast prezentować ubra­nie, które można kupić i założyć Cha­layan projektuje pewne zdarzenie wizualne – ulotne, w pewnym sensie nie­uchwytne. Przykładem może być pokaz VENTRILOQUY z 2001 r. (fot.). Rozpoczyna się komputerową ani­ma­cją, która jest narracyjną prefigura­cją tego co nastąpi w realnej rzeczywistości. „Chalayan gra na kontra­ście pomiędzy wirtualną a rzeczywistą modelką, między ciałem realnym i cyfro­wym, między przedmiotem i jego przedsta­wieniem”[2]. Po filmie następuje realny pokaz mody. Stanowi on poniekąd alter ego komputerowej animacji. W ten sposób następuje kreacja wzajemnej zależ­ności pomiędzy realną a wirtualną rzeczywistością. Kiedy w finale pokazu trzy modelki uderzają młotkami w cu­krowe części garderoby koleżanek rzeczy­wista narracja wraca do komputero­wej animacji, wizualizując przeszłość w teraźniejszości, kiedy jedne postaci są kruszone (niszczone) przez drugie. Projektant stara się zwrócić uwagę na różnicę pomiędzy graficzną reprezentacją a ludzkim ciałem zrównu­jąc je niejako ze sobą, odtwarzając obraz z przeszłości w teraźniejszości. Efekt za­skoczenia projektant otrzymuje dzięki zastosowaniu różnych materiałów niewyko­rzystywanych dotąd do tworze­nia ubrań: kruche części garderoby stwo­rzone z masy cukrowej. W innych jego pokazach użyte zostają techniki mechatroniczne – dzięki którym ubrania się poruszają, rosną, opadają. Mimo metki projektanta konceptualnego Hussein Chalayan ceni wartość użyteczną swoich projektów. „Cudownie jest widzieć jak zaprojektowane przez ciebie ubrania są noszone, ponieważ dopiero wtedy stają się rzeczywiste”[3].

[1] K. Chmielecki, Estetyka mise-en-scene kontra estetyka mise-en-page albo o dwóch estetykach obrazu elektronicznego, [w:] Kwartalnik filmowy nr 54-55, Warszawa 2006.
[2] C. Evans, Fashion at the edge: spectacle, modernity and deathliness, New Haven, Londyn 2007.
[3] The Independent, Hussein Chalayan's fashion fantasies, 21 Styczeń 2009.





Hussein Chalayan, 2001

niedziela, 5 kwietnia 2009

Jeszcze moda czy już sztuka?

Obecnie pokaz mody jest efektem „rozlicz­nych strategii intermedialnych, balansuje w rozmaitych przestrzeniach międzymedialnych, wskutek czego w jed­nym przekazie spotykają się ze sobą różne techniki i technologie, a czasem i praktyki audiowizualne”. Użycie róż­nych przedstawień obrazowych na poka­zach mody jest z jednej strony środkiem wyróżniającym je na tle całego zjawiska. Im ciekawszy, bardziej pomysłowy pokaz tym większa szansa na powiększenie do­chodów domu mody. Z drugiej strony zróż­nicowanie pokazów mody, wykazuje tendencje bycia czymś więcej niż tylko marketingiem. Pojawia się pytanie na ile użycie takich środków obrazowania jak na przykład technika bluescreenu (pokaz duetu Victor&Rolf), holo­gramu (pokaz Alexandra McQueena), cyfrowej wizualizacji czy mechatro­niki (pokazy Husseina Chalayana) służy do wyróżnienia się na tle innych, a w jakim stopniu jest (i czy w ogóle może być) samodzielną wypo­wiedzią? Czy ten spreparowany ob­raz, który coraz mniej ma wspólnego z real­nym użytkowaniem produktu mody może posłużyć jako forma sztuki komentu­jącej rzeczywistość?

cytat: A. Gwóźdź, Obrazy i rzeczy. Film między mediami, Kraków 2003.

czwartek, 2 kwietnia 2009

LUCY&BART

Lucy McRae i Bart Hess spotykają się tylko w piątki. Wszystko czego nie mogą robić od poniedziałku do czwartku jest możliwe w piątek. Nie jest to moda ani sztuka, ale związki z nimi są widoczne. Cotygodniowa praca duetu zaczyna się od testowania materiału przez pryzmat jego przydatności do… no właśnie, do czego?

Zacznijmy od materiału. Jest nim wszystko poczynając od rajstop, poprzez balony, trawę a na pianie kończąc. Materiał jest w ścisłym związku z ciałem. Poprzez jego użycie ciało zostaje zmienione, zdeformowane. Wszystko testują na samych sobie. Bardzo ważnym elementem jest odpowiednia fotografia dokumentująca osiągnięty efekt. By taką zrobić Lucy i Bart szukają najodpowiedniejszego ujęcia, co zajmuje nie mało czasu.

Sami nie nazywają swojej działalności sztuką, bo nie starają się stawiać ani odpowiadać na żadne istotne pytania. Nie jest to według nich także moda, bo nie da się nosić tego na co dzień. Dystans i poczucie humoru pozwala czerpać im przyjemność ze wspólnych działań. Dzięki temu, że projektom brak użyteczności (w tradycyjnym słowa tego znaczeniu) stają się wytryskiem nieskrępowanej wyobraźni. Są piękne i inspirujące.


BART


LUCY

źródło: http://www.lucyandbart.com/